Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Aktualności Wywiady Wywiady od A do Z Wojciech Marzec - rozmowa o Wydawnictwie Wojciech Marzec

Wywiady od A do Z

Wojciech Marzec - rozmowa o Wydawnictwie Wojciech Marzec

wywiadyObecnie nasi czytelnicy z pasją i świadomością realizują swoje marzenia filmowe. Mają już gdzie i komu je pokazać – mówi Wojciech Marzec, prezes i właściciel Wydawnictwa Wojciech Marzec. Opowiada o ciekawych początkach swojej firmy, kryteriach doboru publikowanych książek i biznesie w dobie kryzysu.

 

Na stronie Wydawnictwa Wojciech Marzec piszą państwo, że powstało ono „z myślą o marzycielach i pasjonatach”...
Wojciech Marzec: Pierwszą książkę „Jak napisać scenariusz filmowy” wydaliśmy we wrześniu 2005 roku. W tamtym czasie nie było na rynku podobnej literatury. Ogólnie pojętą sztukę filmową zdobywali nieliczni w powołanych do tego celu szkołach. Pozostali nie mieli gdzie się edukować, nie było wtedy ogólnodostępnych prywatnych kursów filmowych, nie było również tylu festiwali i warsztatów. Nie rozwijały się również nowe media w taki sposób, jak dzisiaj to obserwujemy. Dlatego też tych, którzy wówczas chcieli pozyskiwać wiedzę we własnym zakresie z książek i robić filmy, nazwaliśmy marzycielami i pasjonatami. Obecnie nasi czytelnicy z pasją i świadomością realizują swoje marzenia filmowe. Mają już gdzie i komu je pokazać. Filmem zajmują się nawet dzieci i nastolatki, które mają swoje festiwale czy konkursy skierowane do ich grupy wiekowej. Obserwując rynek jestem pewien, że nasze książki w dużej mierze przyczyniły się do swoistego boomu filmowego wśród wszystkich tych, którzy tylko mieli ochotę zająć się filmowaniem (amatorsko lub profesjonalnie).

Kiedy zakładał pan wydawnictwo nie obawiał się pan, że trudno będzie odnieść sukces wobec bardzo niskich – od wielu lat – wskaźników czytelnictwa w Polsce?
Wskaźniki czytelnictwa faktycznie były wtedy niskie, a dziś są jeszcze niższe. Jednak nie same wskaźniki wskazywały na trudność w odniesieniu sukcesu w sprzedaży książek filmowych. Trudność polegała na tym, że w świadomości ludzi nie było zaszczepione, że na polskim rynku są w ogóle jakiekolwiek książki umożliwiające pozyskanie wiedzy profesjonalnej osobom nie studiującym w szkołach filmowych. Oczywiście z czasem to się zmieniło, a dziś nasi czytelnicy śledzą na bieżąco to, co wydajemy. Mamy bardzo dużą grupę, która kupuje każdą wydaną przez nas pozycję.

Czy zaczynając pracę na rynku wydawniczym miał pan duży kapitał początkowy?
Tego typu publikacje są bardzo drogie w wydaniu. Prawa do wyłączności zagranicznych tytułów, prawa licencyjne poszczególnych książek, projekty graficzne, skład i łamanie, tłumaczenie, konsultacje merytoryczne z filmowcami, druk czy marketing to bardzo duże koszty, które zwracają się dopiero przy kolejnych dodrukach. Z pierwszą książką specjalistyczną w obecnym czasie startowałbym mając nie mniej niż 150 000 – 200 000 zł. Warto jednak tu zaznaczyć, że posiadanie pieniędzy to nie wszystko – trzeba przekonać do siebie największych dystrybutorów książek na rynku, aby sprzedawali wydawnictwa do sieci księgarskich i księgarń w całej Polsce. Możliwość współpracy z dużym dystrybutorem i dużą sieciową księgarnią, jaką np. jest Empik, nie jest wcale taka oczywista (ale obecnie naszym dystrybutorem jest jedna z największych w branży firm – Platon a uznanie Empiku dla naszej oferty – ugruntowane). To pozwala książkom docierać do czytelników niezależnie od miejsca ich zamieszkania.

Czy były jakieś przełomowe wydarzenia w historii wydawnictwa, które zmusiły pana do zmiany strategii marketingowej?
Opowiem o jednym. Nastąpiło ono na samym początku działania wydawnictwa, przy publikacji pierwszej pozycji z katalogu „Jak napisać scenariusz filmowy”. Książka została wydana we wrześniu 2005 roku, ale gotowa była już wczesną wiosną. A ponieważ przy rozpoczynaniu każdej działalności gospodarczej firmy popełniają sporo błędów my też się ich nie ustrzegliśmy. W momencie decyzji o skierowaniu do druku i określeniu wielkości nakładu sporo dyskutowaliśmy o tym, na jakim poziomie ma się on plasować, jeżeli tego typu książek do tej pory nie było. I tu czekał na nas pierwszy zimny prysznic. Pytaliśmy ludzi niezwiązanych z wydawnictwem, jak sądzą, ile sprzedaje się książek, nowości, w miesiącu: odpowiedź zawsze była bardzo pocieszająca – ok. 100 000 egzemplarzy. Po czym te same osoby pytaliśmy o zdanie na temat tego, ile można sprzedać książek o pisaniu scenariuszy. Odpowiedź była już zgoła inna – 5 może 10 egzemplarzy. Dlaczego tylko tyle? Odpowiadano zawsze podobnie – a ilu jest scenarzystów w Polsce? Więcej? Zgłosiliśmy się do wielu drukarni z prośbą o wycenę druku książek pytając jednocześnie, jaki jest średni nakład drukowanych książek w Polsce. Każda drukarnia odpowiadała mniej więcej tak samo: 3000 – 5000 egzemplarzy, jeśli jest zamawiane więcej to musi być gwarantowany hit. Gdy pytali o tytuł naszej książki sugerowano, że trzeba wydrukować 500 sztuk, bo mniejszy nakład żadnej drukarni się nie opłaci. Najlepszy stosunek ceny druku do ilości nakładu wskazał na druk 3000 egzemplarzy. Ustalenie skali działań było więc bardzo trudną decyzją – mając w pamięci te domniemane 10 osób, które miały ową książkę kupić.

A jak przebiegała dystrybucja?
Wczesną wiosną pierwsza publikacja była gotowa. Z nią zgłosiliśmy się do największych dystrybutorów i hurtowni, ale nikt jej nie chciał nawet jednego egzemplarza. Szok był nieprawdopodobny. Nawet ci, którzy w ostateczności zgłaszali chęć otrzymania od nas 80 egzemplarzy rujnowali nam myślenie o odniesieniu jakiegokolwiek sukcesu, a nawet o możliwości zwrotu nakładu z inwestycji. I wtedy postanowiliśmy zmienić strategię. Wstrzymaliśmy rozmowy o dystrybucji ze wszystkimi i zaczęliśmy szukać, ja to nazywam „ssania od dołu”, staraliśmy się pokazać książkę czytelnikowi mówiąc, że w sprzedaży będzie dopiero za pół roku. Jednocześnie przyszedł pomysł zgłoszenia się do sław polskiego filmu, aby obiektywnie ocenili zawartość książki. To był czas wielkiego stresu, kiedy czekaliśmy na notę recenzyjną Juliusza Machulskiego, Cezarego Harasimowicza czy Andrzeja Wajdy. Wiedzieliśmy, że jeśli ich zdanie na temat książki będzie negatywne to nic z tego nie będzie. Jako pierwszy odezwał się Juliusz Machulski, który ocenił książkę jako najlepszą na temat pisania scenariuszy, z jaką się spotkał od 25 lat. To było dla wydawnictwa tak niezwykłe, że zaczęliśmy ślepo wierzyć w sukces tej książki. Potem przyszły recenzje Cezarego Harasimowicza, Andrzeja Wajdy i innych. Wszystkie były zabójczo dobre. Wykorzystywaliśmy to, zmieniliśmy okładki na takie, które zawierały noty recenzyjne. Przedstawiliśmy to w mediach internetowych, pismach branżowych i niezajmujących się filmem. Dla wszystkich mediów książka okazała się smaczkiem, ponieważ spotkała się z nieosiągalnym dotąd uznaniem osobistości filmowych. To było to – książki nie było jeszcze na rynku a wszyscy o niej pisali. Wtedy przyszedł czas na wpatrywanie się w telefon od dystrybutorów i zadawanie sobie pytania czy „ssanie od dołu” zaskoczyło. I zaczął się niesamowity okres – telefony dzwoniły, każdy dystrybutor czy hurtownia chciały książkę sprzedawać. Jednak wydawnictwo wybrało tylko jednego, najpoważniejszego, dystrybutora, z którego usług korzysta do dziś.
A po dwóch tygodniach sprzedaży okazało się, że książka weszła na TOP 20 EMPiK-u – listę najlepiej sprzedających się książek w Polsce. Wydawnictwo okazało się hitem na skalę uznanej powieści, ale czy tak by było, gdyby nie zmiana strategii?
Do dziś pozycja ta sprzedała się w około 30 000 egzemplarzy i cały czas rozchodzi się świetnie. Pytanie czy jest 30 000 scenarzystów w naszym kraju (miało być nie więcej niż 10)? Nie. Ale jest 29 990 marzycieli, którzy chcą napisać swój scenariusz.

Zakres pana zainteresowań to film, teatr i media. Sztuki wizualne wydają się stanowić temat większości wydawanych przez pana książek...
To faktycznie moje pole zainteresowań, ale wśród moich ośmiu fakultetów, które zrobiłem na różnych uczelniach wyższych nie ma ani jednego mającego coś wspólnego ze sztuką filmową. Często zadawane mi są pytania w stylu: z którego rocznika łódzkiej filmówki pan jest? Zapewne kończył pan reżyserię? Czy w Polsce? Tymczasem moja przygoda z filmem to okres szkoły średniej i pierwszych lat studiów…

Czy to osobiste preferencje właśnie pana, właściciela i prezesa, decydują o doborze publikowanych tytułów?
Rzeczywiście na początku tak było, że osobiście decydowałem o tym, co wydamy. Ale już od dłuższego czasu współpracujemy na wyłączność z największymi zagranicznymi wydawnictwami z dziedziny filmu, tak więc obecnie decyzje o kolejnych publikacjach są wynikiem kompilacji doświadczenia zachodnich wydawnictw, potrzeb rodzimego rynku, które obecnie potrafimy bardzo dokładnie określić, mając rzeszę doradców wśród wielu polskich filmowców. W tym wszystkim redakcja wydawnictwa oczywiście umie sama decydować o doborze książek, wspomagając się wiedzą innych. Niektóre książki zostały wydane, ponieważ menedżer wydawnictwa, pani Renata Warchał, sama wytypowała książkę i przekonała redakcję, że to dobra decyzja. Ja – rzecz jasna – mam swoje ostatnie słowo w przypadku każdej książki.

Proszę opowiedzieć o swoich zainteresowaniach filmem – kiedy się zaczęły, jakie kino pana interesuje, czy kiedykolwiek marzył pan o zostaniu filmowcem, scenarzystą lub aktorem?
Chyba każdy marzył, aby zostać aktorem. Ja marzyłem o reżyserii, ale to był sam koniec lat 80. XX w. i lepszą – a raczej bardziej pragmatyczną – uczelnią była Politechnika Warszawska. Jednak nie jest tak, że nigdy ze sztuką filmową nie miałem do czynienia. Pod koniec szkoły średniej zrobiłem film, który zdobył 3. miejsce na jakimś przeglądzie ogólnopolskim, ale nie filmowym – film na tym konkursie był taką nowinką, że musiałem zostać wyróżniony. Tak to dziś oceniam. Później Francja ogłosiła ogólnoświatowy konkurs z okazji 200. rocznicy rewolucji francuskiej. Zrobiłem film, w którym powiązałem „Solidarność” z rewolucjonistami francuskimi, obraz był kostiumowy i zagrany po francusku. Wygrałem edycję konkursu w Polsce i w nagrodę wyjechałem ze wszystkimi współrealizującymi i uczestnikami filmu do Francji na finał, gdzie – ku mojemu zdziwieniu – film otrzymał wyróżnienie. Po takim spektakularnym sukcesie miałem ochotę zająć się kinem na poważnie – przede wszystkim chciałem wiedzieć, jak profesjonalnie pisać scenariusze. I co? I nic. Kursów przecież wtedy nie było. Kiedy przez następne 15 lat wchodząc do księgarni pytałem, czy jest książka o tym, jak napisać scenariusz filmowy, odpowiedź była zawsze taka sama: nie ma proszę pana! I tak w 2005 roku, prowadząc inne biznesy od wielu lat, w wolnej chwili pomyślałem: nie ma takiej książki – to ja będę ten pierwszy. W ten oto sposób moja pasja filmowa, marzenia filmowe nie obróciły się w zawód filmowca, tylko w zawód przynoszącego wiedzę filmową dla takich jak ja, z tych poprzednich lat.
Dziś Wydawnictwo Wojciech Marzec uczy filmu – śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy substytutem szkół filmowych, kursów, warsztatów. To dzięki nam wiedza filmowa weszła do domów tych, którzy chcieli ją posiąść w prywatnej, osobistej edukacji. To my w bardzo dużym stopniu przyczyniliśmy się do tego, jak bardzo poszerzyła się liczba osób zajmujących się tą sztuką. W dużym stopniu warsztaty filmowe, szkoły filmowe, festiwale mają odpowiednią ilość zgłoszeń, bo my wychowaliśmy im kandydatów bez egzaminów wstępnych.

Jak kryzys ekonomiczny wpłynął na działalność wydawnictwa i sprzedaż książek?
Każdy kryzys mocno wpływa na działalność gospodarczą, bo w takim okresie ludzie kupują tylko towary pierwszej potrzeby, a książki takim towarem nie są. Dodajmy do tego fakt, że Polacy nie czytają – statystyki mówiące o tym, że większość Polaków w ciągu roku nie czyta żadnej książki każą się zastanowić dlaczego tak się dzieje. Czy Polak jest mało inteligentny i dlatego nie czyta? Czy Polak nie ma pieniędzy na książkę? Czy może nie ma czasu? Według mnie to ostatnie. Sądzę, że przyjdą lepsze czasy, w których nastąpi wzrost czytelnictwa. Na to oczywiście trzeba poczekać, ale tak przewiduję. Myślę, że nasi rodacy jeszcze gonią za sukcesem, pieniędzmi, pracują do bardzo późna, a potem chcą wolny czas wypełnić zabawą, rozrywką – przez to nie ma ani miejsca, ani czasu na czytanie książek. Nawet na 10 stron przed snem. Ale kiedyś ci ludzie swoje już zarobią, wybawią się i zaczną doceniać co przynosi lektura. Przekładając to na szerszą skalę – na razie wciąż jeszcze jesteśmy krajem ludzi na dorobku, ale kiedy to się zmieni, zmienią się też statystyki czytelnictwa.

Ile pozycji rocznie publikowanych jest przez Wydawnictwo Wojciech Marzec?
Kilka. Nie jesteśmy i nie będziemy wydawnictwem, które wydaje 100 czy 200 książek w ciągu roku. Przyczyna jest prosta – nasi czytelnicy nie kupią co miesiąc trzech nowości, bo to za duże obciążenie finansowe. Dlatego też skupiamy się na różnorodności tematycznej i najlepiej nowym, jeszcze nieomawianym temacie. Obecnie ukazały się książki „Reżyseria filmu reklamowego” i „Fotografia wg Langforda”, którą fachowcy oceniają jako najlepszą publikację z dziedziny fotografii. Następne, które wydamy w 2013 roku to m.in. „Scenografia” napisana przez samego Allana Starskiego, „Sztuka operatorska”, „Montaż filmowy”, „Charakteryzacja filmowa”, „Myśleć animacją” i „Produkcja filmowa w Polsce” – to roboczy tytuł książki, którą kończy pan Michał Zabłocki, znany polski producent i dydaktyk.

Czy mają państwo swoich stałych tłumaczy, z którymi współpracujecie?
Dawno temu trudno było o tłumaczy obeznanych z terminologią filmową. Dziś sporo się zmieniło, mamy wiele osób, które na stałe z nami współpracują i najczęściej są to filmowcy. Niektóre książki tłumaczone są przez specjalistów, dydaktyków z danej konkretnej dziedziny filmu. Tak było z książką „Film dokumentalny”, którą tłumaczył sam Michał Bukojemski, a niebawem wydamy „Myśleć animacją” przetłumaczoną przez Andrzeja Wojnacha. Tłumaczenia również konsultujemy merytorycznie z tuzami polskiego filmu, którym w tym miejscu chciałbym bardzo podziękować. W ogóle mamy dużo szczęścia, że nasi filmowcy są wydawnictwu bardzo przychylni. Pewien jestem, że to dzięki jakości merytorycznej naszych książek.

Jakie są, pana zdaniem, perspektywy rozwoju specjalistycznych wydawnictw w Polsce?
Specjalizacja w każdej dziedzinie jest dobra i winna być zyskowna. Ma jedną wadę – zanim się uzyska statut specjalisty trzeba na niego długo czekać. Wymaga to utrzymywania stałego wysokiego poziomu i dużej płynności finansowej. A gdy sukces przyjdzie, to nie będzie to duży sukces finansowy, lecz raczej stabilny sukces finansowy.
W przypadku każdej specjalizacji najważniejszym sukcesem jest liczba zadowolonych odbiorców, stałych odbiorców. Nasi czytelnicy to nieduża społeczność, ale wierna nam, bo zadowolona z naszej pracy. Na rynku możemy zaobserwować książki filmowe – takie „przypadkowe wydania”. Dane wydawnictwo, niemające nic wspólnego z filmem, badając nisze wydawnicze oferuje książkę z dziedziny filmu, której temat jest przypadkowy. Takie wydawnictwo sonduje, czy to może być zyskowne. Ponieważ – jak wspomniałem – wybór jest przypadkowy to taka publikacja nie może odnieść sukcesu.
Wracając do pytania można stwierdzić, że perspektywy rozwoju specjalistycznych wydawnictw są obiecujące, pod warunkiem, że sami rozumiemy, co znaczy specjalistyczne wydawnictwo. I potrafimy podążać wcześniej obraną drogą, bez względu na przeszkody. Inni nie mają szans.

Publikacja której z książek okazała się największym sukcesem?
Na szczęście każda nasza książka sprzedaje się dobrze, także kolejne edycje, co jest ewenementem na rynku księgarskim. Obecnie nasze wydania to minimum drugie i trzecie edycje. Najwięcej wydań, bo aż 7 ma „Jak napisać scenariusz filmowy”. Są oczywiście książki, które lepiej się sprzedają niż średnia pozostałych, np. „Film Art. Sztuka filmowa”, „Filmowanie. Podręcznik dla młodych” czy „5 tajników warsztatu filmowego”.

Czy 2013 rok to dobry okres na zakładanie wydawnictwa? Czy planującym taką inwestycję właśnie teraz doradziłby pan, by to zrobili?
Odradzam uruchamianie jakiekolwiek nowego wydawnictwa na początku 2013 roku, nawet jeśli wydawca jest przekonany o tym, że ma świetny pomysł na ofertę. Wynika to wyłącznie z niekorzystnych warunków, jakie od dwóch lat panują na rynku wydawniczym. Mamy nie tylko ogólny kryzys gospodarczy, za którym idzie zmniejszenie konsumpcji, ale głównie trudne warunki współpracy z szeroko rozumianą branżą wydawniczą (papiernia, drukarnia, wydawnictwo, dystrybucja, księgarnia), warunki płatności, stale rosnące koszty wydania danej książki. Proponuję poczekać, bo rynek wydawniczy nie ma się obecnie zbyt dobrze i nie jest to odpowiedni moment, aby został zasilony ofertą nowego, nieznanego podmiotu. Takiemu wydawcy będzie po prostu  bardzo trudno zaistnieć. Proszę pamiętać, że dziennie na rynek wchodzi około 50 nowości, z nich tylko mały procent trafia do księgarni, bo duże sieci księgarskie, np. EMPiK, umiejętnie selekcjonują swoją ofertę. Wiele osób myśli, że jeżeli wydawnictwo wyda jakąś książkę, to ta automatycznie pojawi się w każdej księgarni w Polsce. Nic bardziej mylnego. Tylko mały procent ma na to szansę.

rozmawiała Anna Kilian

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!